Horský internetový klub : hory.sk | eko.hory.sk | foto.hory.sk
   
hlavná stránka
   
Úvahy a názory
(článkov: 13)
  
horolezectvo, skiap., VHT, MTB, paragliding
(článkov: 1)
  
splavy horských riek, rafting
(článkov: 1)
  
pešia turistika, táborenie
(článkov: 1)
  
dodržiavanie nariadení ochrany prírody
(článkov: 2)
  
zver, rastlinostvo a človek v prírode
(článkov: 0)
  
príspevky zo zahraničia
(článkov: 2)
  
ohrozovanie a poškodzovanie prírody
(článkov: 2)
  
rôzne
(článkov: 0)
  


 
09.11.2002 15:08
Intymne życie świstaków
diskusia k tomuto článku (0)
Autor: Marek Grocholski
Intymne życie świstaków
Strzępek białej sierści z zadu jelenia, niedźwiedzie łajno na ścieżce, kilka kamyków u wylotu świstaczej jamy. Wszystko jest ważne. Wszystko ma swoje znaczenie. Jak w indiańskich książkach z dzieciństwa. Tylko że tym razem to nie fikcja, a prawda. I nie w Ameryce, ale w Tatrach.
18 czerwca, godz. 6.30. Dzień zapowiada się upalny, ale pod starymi jaworami u wylotu Doliny Jaworowej zalega jeszcze poranny chłód. Leśniczy Vladimir Bobula wyprowadza na pastwisko klacz ze źrebakiem o długich, patykowatych nogach. - Musicie chwilę poczekać wyjdziemy koło siódmej - mówi do nas.
Na schodkach przed wejściem do leśniczówki Vladimir czyli jak tu wszyscy mówią - Vlado zakłada masywne górskie buty i starannie zapina sięgające kolan ochraniacze. „Będzie darcie po chaszczach” - myślę patrząc na te przygotowania.
*
Propozycja wycieczki przyrodniczej w masyw Szerokiej Jaworzyńskiej była tak niespodziewana i tak kusząca, że mimo redakcyjnych obowiązków nie potrafiłem się przed nią obronić. Teren od 120 lat niedostępny dla polskich turystów. Najpierw - prywatny zwierzyniec księcia Christiana Hohenlohego. Później - ścisły rezerwat TANAP-u, zamknięty dla zwykłych wędrowców. - Możemy tam iść legalnie w towarzystwie słowackich leśników i naukowców, taka okazja już się nie powtórzy - mówi Zbyszek Ładygin z TPN. Kapituluję bez walki.
*
Aro, rumuńskie auto terenowe, nie żaden cud techniki, zatrzymuje się tam, gdzie dalej jechać już się nie da. Miejsce niemal w połowie Doliny Szerokiej nazywa się Wywiery, tutaj z połączenia trzech źródeł powstaje Szeroki Potok.
Jan Slivinský, szef Obwodu Ochronnego Jaworzyna, który nas przywiózł nie ukrywa, że chciałby iść z nami w góry, ale z powodu ministerialnej kontroli musi wracać do kancelarii. Spędzi słoneczny dzień za biurkiem.
*
Barbara Chovaňcova zajmuje się tatrzańskimi zwierzętami, Zuzana Kýselova jest specjalistką od porostów, Rudolf Šoltés to fachowiec od mchów, a Miroslav (czyli Miro) Brezovský jest technikiem, do jego obowiązków należy m.in. obsługa GPS-u. Buty, plecaki, kijki teleskopowe. Ekipa naukowców ze stacji badawczej TANAP-u na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od przeciętnego teamu turystów wysokogórskich lub taterników. Tylko na pierwszy rzut oka, bo faktycznie różnice są istotne. Ale o tym później.
Wyglądem wyróżnia się nasz przewodnik Vlado Bobula, który jako leśniczy ma pod swoją opieką Dolinę Szeroką. Mężczyzna solidnej budowy, gęsta czarna broda, kapelusz z szerokim rondem i wielki nóż w stalowej pochwie przytroczony do pasa. Chyba nie chciałbym się z nim spotkać w roli polskiego turysty nielegalnie penetrującego masyw Szerokiej Jaworzyńskiej.
Skręcamy w prawo, zaś w lewo odbija wąska leśna droga do Doliny Świstowej Jaworzyńskiej. Gdyby przenieść się półtora wieku wstecz, napotkalibyśmy w tym miejscu wozy wyładowane rudą żelaza, ciągnięte pomału przez konie lub woły do huty w Jaworzynie Spiskiej. Historia zakładów metalurgicznych u wylotu Doliny Jaworowej sięga XVIII wieku. Dopiero w latach siedemdziesiątych XIX wieku zaprzestano wydobycia rudy w Dolinie Świstowej, a hutę w Jaworzynie przebudowano na fabrykę tektury. Fabryczka działała do 1935 roku.
Jak twierdzi Vlado - do końca lat trzydziestych XX w. „drogą żelazną” ze Świstowej ciągnęły wozy, ale z lżejszym ładunkiem - z węglem drzewnym, który był tam wypalany.
*
Mijamy wylot Świstowej i zagłębiamy się w Dolinę Szeroką. - Ten świerk ma 260 lat - leśniczy Bobula wskazuje na potężne drzewo w niezbyt gęstym lesie. Na pniu prawie do samego dołu rozmieszczone są regularnie dziwne bulwy. To ślady po gałęziach. Stary świerk w czasach swojej młodości rósł na polanie. Dopiero później otoczył go las i dolne konary uschły bez dostępu światła.
Leśna droga zamienia się w ścieżkę, a ścieżka pomału zanika. Na Szerokiej Polanie, która tak naprawdę jest długa i wąska, trudno już w gęstych zielskach wyśledzić wątłą perć. – Tu, gdzie te pokrzywy, stała kiedyś kolibka - mówi Vlado - gdyby łąkę kosić chociaż raz w roku, to i dziś byłaby tu ładna trawa. Naukowcy trochę inaczej na to patrzą. - Trawa byłaby może ładna, ale bez takiego bogactwa roślin, jak dzisiaj - stwierdza Chovaňcova.
Sobie tylko znanym sposobem leśniczy Bobula odgaduje, w którym miejscu z dna doliny (ścieżki już dawno nie widać) trzeba skręcić na zbocze zarośnięte gęstym górnoreglowym lasem. Wyżej trafiamy znowu na wyraźną perć. - Tędy już się nie chodziło, sam dopiero niedawno przeciąłem stary trakt do Szerokiej - chwali się Vlado. Ludzkich śladów na ścieżce ani na lekarstwo, za to co chwila musimy przekraczać niedźwiedzie łajno. - Szedł powoli popierdując - żartuje mówiąc o misiu ktoś z naszej ekipy. Blisko górnej granicy lasu ciekawostka. Mały świerczek na wysokości naszych twarzy ma wygryzioną wokół korę, a wyżej ślady potężnych pazurów. - Niedźwiedź zaznacza w ten sposób swoje terytorium - wyjaśnia Bobula.
*
Żaden ogrodnik by tego nie wymyślił, ani nie ułożył tak misternie. W górnych piętrach Doliny Szerokiej, na bogatym w składniki mineralne wapiennym podłożu roślinność buzuje jak szalona, bije po oczach intensywną zielenią, omamia kolorami i kształtami kwiatów. Z krótkiego okresu wegetacji w wysokich górach korzystają łapczywie nie tylko rośliny, ale także owady. Idziemy więc otoczeni chmurą much.
Teraz dopiero widzę, czym się różni grupa naukowców-przyrodników na wycieczce w Tatrach od podobnie wyglądającej ekipy turystów. Pracownicy stacji badawczej TANAP-u rozpraszają się w terenie. Upał, muchy, wejście na przełęcz, wejście na szczyt, ścieżka czy brak ścieżki - to są wszystko sprawy drugorzędne. Koncentrują się bez reszty na swoich roślinach, mchach, porostach, norach świstaczych itp. To, co zwykły turysta bez zastanowienia rozdeptuje ciężkimi butami, dla nich ma zawsze nazwę, ma znaczenie i miejsce w niekończącym się łańcuchu zjawisk przyrodniczych.
- Veratrum album subspecies lobelianum - recytuje z pamięci Barbara Chovaňcova, wskazując na roślinkę podobną do goryczki. Polska nazwa - ciemiężyca zielona. - Gatunek trujący, ale świstaki jedzą tę roślinę, żeby przed snem zimowym oczyścić sobie przewód pokarmowy - mówi dalej pani Barbara.
*
Stary niedźwiedź mocno śpi... - śpiewają przedszkolaki, ale na ogół nie wiedzą, że sen zimowy niedźwiedzia wcale nie jest taki mocny. Miś często budzi się w środku zimy i wyłazi z gawry, szczególnie podczas wiatru halnego. Przyrodnicy mówią, że nie jest to sen, ale półsen zimowy. Natomiast prawdziwym śpiochem zimowym jest świstak. W głębokiej norze wyścielonej trawą układa się do snu pod koniec września lub z początkiem października. Wyłazi z tej kryjówki dopiero w ostatnich dniach kwietnia lub na początku maja. Nie oznacza to jednak, że śpi bez przerwy. - Budzi się co 2-3 tygodnie, żeby podnieść temperaturę ciała i własnym ciepłem ogrzać nieco norę - wyjaśnia pani Barbara. W czasie takiego przebudzenia świstak wygrzebuje się z posłania, żeby zrobić kilka kroków do... ubikacji. W zimowej norze oprócz głównej komory – sypialni, jest jeszcze małe boczne pomieszczenie, gdzie świstak siusia, ale tylko siusia, grubszych potrzeb tam nie załatwia. I tu wracamy do wspomnianej wcześniej ciemiężycy zielonej. Niewielka ilość tej rośliny, zjedzona przed snem zimowym, powoduje niegroźną biegunkę. W rezultacie świstak kładzie się spać z opróżnionym przewodem pokarmowym, nie musi więc załatwiać grubszych potrzeb fizjologicznych. Organizm żywi się przez ten czas zgromadzonymi przez lato zapasami tłuszczu.
Maj to czas świstaczych godów. Po 34 dniach ciąży rodzą się w norze pod ziemią małe świstaczki. Są ślepe i gołe, ważą zaledwie 3 dekagramy, tyle co gruby plaster kiełbasy. Po miesiącu matka wyprowadza je na powierzchnię. W pierwszych dniach nie odchodzą dalej niż pół metra od nory.
- Parę lat temu w Dolinie Wielickiej obserwowałam 4 lipca młode świstaki, które swobodnie biegały daleko już od rodzinnej nory - mówi Barbara Chovaňcova - prosty rachunek wskazywał na to, że okres godowy w tej kolonii świstaczej zaczął się w pierwszej połowie kwietnia, kiedy dno doliny przykrywała jeszcze gruba warstwa śniegu.
Intymne życie świstaków w norze, pod ziemią? Czy może raczej na powierzchni w zadymce śnieżnej i mrozie? Podręczniki zoologii nie przewidują czegoś takiego, ale przyroda to nie matematyka. - Młodzi naukowcy są zwykle bardzo pewni siebie, wygłaszają kategoryczne stwierdzenia - mówi Barbara Chovaňcova - im dłużej człowiek zajmuje się badaniami przyrodniczymi, tym ostrożniej podchodzi takich ustaleń. Rzeczywistość jest skomplikowana, trudno ją zamknąć w sztywne reguły.
Na potwierdzenie tych słów pani Barbara przytacza jeszcze dwa inne przykłady. W 1983 roku samotny świstak pojawił się w Zdziarze. - Stał sobie na murku i patrzył na nas - mówi Chovaňcova - złapaliśmy go, żeby sprawdzić, czy nie jest chory. Był całkowicie zdrowy, przeżył 18 lat w ogrodzie zoologicznym w Bojnicach.
Na początku lat dziewięćdziesiątych w miejscowości Vychodna na Liptowie samochód przejechał świstaka na szosie. Zwierzątko zeszło 1000 metrów poniżej swojej normalnej strefy zamieszkania.
*
Barbara Chovaňcova jest Polką, pochodzi z tarnowskiego. Studiowała leśnictwo w Zwoleniu na Słowacji. Wyszła za mąż za Vladimira Chovaňca, słowackiego leśnika z Jaworzyny, którego nazwisko wskazuje na góralsko-polskie korzenie. Z szufladkowaniem ludzi też trzeba być ostrożnym.
W ramach pracy magisterskiej pani Barbara badała populację świstaków na północnych stokach Tatr Bielskich. - W latach siedemdziesiątych zwierząt tych było znacznie więcej niż dziś - mówi Chovaňcova - w Tatrach Bielskich i Wysokich łącznie z Doliną Cichą w Zachodnich, po słowackiej stronie granicy, naliczyliśmy wówczas 176 kolonii świstaków, czyli ponad 1700 osobników. Dzisiaj na tym terenie jest 106 kolonii - ok. tysiąca osobników.
Naukowcy nie znają prostej odpowiedzi na pytanie o przyczyny takiego spadku liczby świstaków. Na pewno drapieżniki - ryś, lis, orzeł (4-5 par w Tatrach Słowackich) mają swój udział w tym zjawisku. Na pewno negatywny wpływ człowieka. - Ludzie hałasują, chodzą z psami w góry, biwakują w pobliżu świstaczych nor - twierdzi Chovaňcova i dodaje - niedawno obserwowałam wycieczkę niemieckich turystów, którzy beztrosko jodłowali pod Polskim Grzebieniem.
Czasem ludzie chcą dobrze, a robią źle. - Intensywne zalesianie żlebów, sadzenie kosodrzewiny zawęziło przestrzeń życiową świstaków - mówi pani Barbara.
Relacja człowiek - dzika przyroda nie zawsze jest jednoznacznie niekorzystna dla tej drugiej. - Teściowie opowiadali mi, że kiedy paśli krowy w Dolinie Świstowej, liczba świstaków była tam bardzo duża, dosłownie wyskakiwały im spod nóg - wspomina Chovaňcova. Dziś - 47 lat po całkowitej likwidacji pasterstwa w Tatrach Jaworzyńskich - świstaków w Świstowej nie ma w ogóle. Co oczywiście nie oznacza, że działalność wypasowa ma jakiś zbawienny wpływ na rozwój populacji tych zwierząt.
Był też taki czas, kiedy duży ruch turystyczny chronił świstaki, bo ich główny wróg naturalny, ryś, bał się człowieka. - Ale ostatnio już to nie działa - mówi pani Barbara - nawet rysie przyzwyczaiły się do obecności ludzi.
*
W górnym piętrze Doliny Szerokiej trafiamy na pierwszą norę świstaka. Zbyszek mówi, że to chyba stara nora. Pani Barbara pochyla się nad kopczykiem ziemi u wylotu dziury. Pokazuje na kilka luźnych kamyków. - Gdyby nora była bardzo stara - mówi Chovaňcova - te kamienie dawno by już zabrała woda lub zsunęłyby się ze śniegiem.
Miro Brezovsky wyciąga z plecaka GPS. Jest to rodzaj kieszonkowego komputera, który dokładnie określa współrzędne geograficzne danego miejsca, odbierając sygnały z kilku satelitów krążących wokół ziemi. Niestety, satelity nie zawsze ustawiają się jak należy i trzeba mieć dużo cierpliwości, aby precyzyjnie umieścić na mapie świstaczą wioskę. - Do jesieni muszę zinwentaryzować wszystkie kolonie świstaków od Tatr Bielskich na wschodzie po Dolinę Cichą na zachodzie - mówi pani Barbara.
*
Chovaňcova i Brezovsky to już tylko małe punkciki na trawiasto-piarżystym zboczu. Cierpliwie szukają niesfornych satelitów. My zaś pracowicie pniemy się pod górę, zdążając do najwyższego punktu grani. Leśniczy Bobula wyszukuje ślady perci myśliwskiej z czasów księcia Hohenlohego. Mimo upływu prawie stu lat - są to w wielu miejscach bardzo wyraźne, regularne zakosy, solidna niemiecka robota.
Vlado widzi to, czego ja nie widzę. Schyla się i podnosi strzępek jasnych, niemal bezbarwnych twardych włókien. - To włosie z zadu jelenia, przetrawione przez jakiegoś drapieżnika, przypuszczalnie rysia - wyjaśnia Bobula.
„Wierzchołek Szerokiej Jaworzyńskiej jest jednym z najwspanialszych punktów widokowych w Tatrach” - napisał Witold H. Paryski w swoim przewodniku „Tatry Wysokie”. - To najwyższy punkt mojego rewiru, 2210 metrów - informuje leśniczy Bobula. Niemal wszystkie VIP-y tatrzańskie stoją wokół nas jak na paradzie: Hawrań i Płaczliwa Skała, Lodowy na wyciągnięcie ręki, Gerlach w całym majestacie, Ganek, Wysoka, Rysy. Wzrok ześlizguje się granią Wołoszyna i zatrzymuje dłużej na Rusinowej Polanie. Dotąd zawsze było odwrotnie - z Rusinowej patrzyłem na Szeroką Jaworzyńską.
Z wypłowiałego brezentowego plecaka leśniczy wyciąga lunetę (made in USSR, 20x). Pokazuje nam wiatrak do produkcji prądu elektrycznego postawiony przez księdza przy plebanii w Rzepiskach. Potem odwraca się w drugą stronę, zagląda do Czarnej Jaworowej. - O, tych dwóch nie powinno tam być, to jest rezerwat ścisły. Siedzą nad stawem, jeden w czerwonej czapeczce - relacjonuje swoje spostrzeżenia Vlado Bobula. - Wielu Polaków chodzi nielegalnie po naszych rezerwatach, ale tego roku wszedł w życie nowy przepis - mówi dalej leśniczy. - Obcokrajowcowi złapanemu w parku narodowym poza szlakiem można wbić do paszportu pieczątkę z zakazem wjazdu na Słowację. Zrobiło mi się nieprzyjemnie. Połowa mojego dorosłego życia upłynęła w reżimie komunistycznym i restrykcje policyjne z ideologicznych przyczyn (nawet ochroniarskich) zawsze będą mi się źle kojarzyć. Ale to temat na odrębny tekst.
*
Czy to możliwe, żeby Dolina Zielona Jaworowa była bardziej zielona niż inne części Tatr? Nie wiem dlaczego, ale - tak. Byłem, widziałem. Tędy wiodła trasa naszego powrotu.
Książę Christian Hohenlohe kazał sobie zbudować domek myśliwski nad Zielonym Stawem Jaworowym. Dzisiaj nie ma już śladu po tej fanaberii bogatego arystokraty, ale trzeba przyznać, że miał facet nosa do niezwykłych i pięknych miejsc.
Schodzimy coraz niżej. Bujne ziołorośla giną w kosodrzewinie, kosodrzewina zanurza się w coraz gęstszym lesie. Świerki, limby, jarzębiny, brzozy. Ciągle zieleń, tylko forma i odcień się zmienia.
*
Powrót do cywilizacji z tych miejsc, gdzie byliśmy, jest bolesny. Drażni brzydota i ograniczoność tworów ludzkich, w porównaniu z dziełami Boga czy też Natury (jak kto woli). To jest tak, jakby z galerii pięknych obrazów w wysokiej pałacowej sali przejść do ciasnego pomieszczenia w betonowym bloku z meblościanką i telewizorem na honorowym miejscu.
Wdzięczny jestem słowackim przewodnikom. Otwarli mi oczy na bogaty, piękny świat. Można dyskutować nad metodami ochrony tego świata. Ale jestem pewien, bardziej po wycieczce, niż przed nią, że warto chronić Tatry Jaworzyńskie i... zapewnić świstakom trochę intymności.
Marek Grocholski
W 1879 r. dużą część państwa niedzickiego, mianowicie dobra jaworzyńskie i lendackie, zakupił od Salamonów pruski książę Christian Kraft Hohenlohe. Zarząd tych dóbr mieścił się w Jaworzynie Spiskiej, a obejmowały one całe Tatry Jaworzyńskie z wyjątkiem górnej części Doliny Koperszadów Zadnich. Z Tatr Jaworzyńskich dla celów myśliwskich utworzył Hohenlohe wielki zwierzyniec, na dużych odcinkach ogrodzony wysokim płotem (do górnej granicy lasu drewnianym, wyżej drucianym, sięgającym aż na grań Tatr Bielskich). Zwierzyniec był strzeżony przez licznych strażników (tzw. jegrów), częściowo sprowadzonych z Tyrolu. Pasterstwo na terenie zwierzyńca zostało silnie ograniczone. Poza rodzimą fauną hodowano tu zwierzęta sprowadzane, np. jelenie z Kaukazu i Ameryki, koziorożce z Alp, żubry i bizony. Zwierzyna była w zimie dokarmiana, ale w obrębie zwierzyńca żyła na swobodzie, dochodząc w 1912 r. do stanu ok. 600 kozic, 1200 jeleni, 150 koziorożców, 24 bizonów i żubrów oraz 30 niedźwiedzi. Hohenlohe urządzał tu częste polowania, a turystom w 1887 r. w ogóle zakazał wstępu, zezwalając im potem przechodzić jedynie bardzo nielicznymi szlakami: przez wiele lat tylko przez Dolinę Świstową na Polski Grzebień i przez Dolinę Koperszadów Zadnich na Przełęcz pod Kopą. Wszelkie zakazy Hohenlohego były jednak często łamane, zarówno przez kłusowników góralskich, jak i przez turystów i taterników, zwłaszcza polskich.
Witold H. Paryski „Tatry Wysokie”, cz. 15, Warszawa 1971 r.

W 1935 roku książę August Hohenlohe (spadkobierca Christiana) odsprzedał dobra jaworzyńsko-lendackie państwu czechosłowackiemu. Po utworzeniu TANAP-u w 1949 roku Tatry Jaworzyńskie stały się częścią parku narodowego. Do roku 1955 całkowicie usunięto pasterstwo z tego terenu, włączając dawny zwierzyniec książęcy w obręb ścisłych rezerwatów przyrody. Na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy lasy jaworzyńskie dotknęła plaga kornika, granice rezerwatów przesunięto w głąb gór, aby przeprowadzić intensywne cięcia sanitarne. Z samej tylko Doliny Szerokiej służby leśne wywiozły 17 tys. kubików drewna.
Dzisiaj w Tatrach Jaworzyńskich zwierząt jest mniej niż za czasów Hohenlohego, ale ich liczba bliższa jest naturalnej pojemności terenu. Jak podaje inż. Jan Slivinský, szef Obwodu Ochronnego Jaworzyna żyje tu obecnie ok. 60 jeleni, 17 saren, 28 kozic, 12 świstaków, 4 rysie, 6 niedźwiedzi i jedna para orłów. Przemykają tędy ze wschodu na zachód watahy wilków, ale na stałe mieszka jeden stary samiec (basior).
W 1977 roku obok zameczku myśliwskiego księcia Hohenlohego zbudowany został w Jaworzynie ośrodek wypoczynkowy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Czechosłowacji, obecnie hotel „Polana”. Budynek projektowali architekci Hauskrecht i Durkovič.
Ivan Bohuš, „Od A po Z o názvoch Vysokých Tatier”, Tatranská Lomnica 1996 r.

W latach 60. i 70. XX wieku kontynuowali tradycje książęce nowi władcy. Mając bazę w Jaworzynie, nieopodal książęcego pałacyku, strzelali tu tak sławni strzelcy jak Aleksiej Kosygin i Fidel Castro, że nie wspomnę o pomniejszych sekretarzach. Mimo wszystko lepsze to niż strzelanie do ludzi. W czasach, gdy wymienieni panowie raczyli odwiedzać Tatry - likwidowano kolejne szlaki. Oczywiście zawsze pod pretekstem ochrony przyrody. Wszystko to jest niezbyt odległą, ale już historią.
Władysław Cywiński, „Tatry. Przewodnik szczegółowy”, t. 4, Poronin 1997 r.

 
nové články
ORANGE reklama v TV

pozdrav z Pyreneji

Nedisciplinovany turisti na Skalnatom plese


najviac diskutované
Hory a ľudia (5)

Stanovisko k PLUS 7 DNÍ , Peter Kubínyi: "Tatranské svište" (4)

Reakcia na vsetky doterajsie prispevky na hory.sk a eko.hory.sk (3)


pridaj článok
Tu nám môžete zaslať Váš článok.



© 2019 HIK o.z.. Všetky práva vyhradené.